PD
Po propozycji partii „drugiego wyboru"
Czytając materiał nadesłany do dyskusji, trudno odmówić racji tezie o konieczności szykowania partii demokratycznej do wyborów parlamentarnych. Co prawda w międzyczasie są wybory samorządowe, które należy brać pod uwagę w kontekście wyborów do Sejmu. Cóż na wynik wyborów do europarlamentu nie mamy większego wpływu. Głosowanie w nich odbywa się na partię bez względu, kto ją reprezentuje lub na znane nazwisko. Koalicja PD z Sdpl jest mało wyrazista, więc na głosy mogą liczyć osoby o znanych nazwiskach a tych u demokratów jest mało. Nie o wyborach do europarlamentu chciałem jednak pisać. W swym artykule powołujesz się na autorytety profesorskie, co czyni trudnym wyrażenie swej opinii przez osobę ze średnim wykształceniem. Pozwolę sobie nie mniej wtrącić jedną uwagę do preferencji wyborczych lub czynników skłaniających do oddania głosu na tą czy inną partię. Programy wyborcze o ile takie istnieją są materiałami pisanymi na potrzeby naukowców, polityków lub dziennikarzy. Osoby zapracowane o małej ilości czasu w całym zgiełku wyborczym mając do wyboru dwie partie polityczne o bez mała identycznych programach wybierają przeważnie tą, która daje większą gwarancję zrealizowania jego potrzeb. W konsekwencji takiego myślenia priorytetem dla demokratów jest przygotowanie się do wyborów samorządowych i oplecenie kraju siecią działaczy społecznych, reprezentujących lub będących ambasadorami naszej partii w środowiskach lokalnych. Przyjęcie przez Sejm mieszanej ordynacji wyborczej jest raczej małoprawdopodobne, bo niby, komu poza małymi partiami jest ona potrzebna? Potrzebujemy odnaleźć się w najbardziej prawdopodobnej wizji wyborczej a bardziej korzystny układ mieszany potraktować jako szczęśliwy traf. Przestrzegałbym jednak przed mówieniem „dość. Dość dla poniżania polskich świętości". Bo czy „okrągły stół i gruba kreska" są tymi, świętościami. Nie dziwi, więc zachowanie pretendenta do prezydentury w Stanach. Okrągły stół to, co prawda symbol a nie mebel, lecz wspomniane wydarzenia powinny pozostać faktami historycznymi, do których podchodzimy z właściwym dystansem. Bo czy nie są one tymi elementami utwierdzającymi w głowach wyborców zasad powstawania mafii, afer i złodziejskiej prywatyzacji? Jeśli jako demokraci chcemy bronić tych wartości to będziemy musieli bronić „zdobyczy" Unii Wolności, chyba po PZPR najbardziej znienawidzonej partii w Polsce. Demokraci, jeśli chcą być wiarygodni powinni wsłuchiwać się w głos społeczeństwa a nie jak liderzy UW,(którzy na szczęście odeszli do Platformy) stosować moralizatorską retorykę. Niestety i dziś mamy z tym styczność min. wystąpienie Marina Filara w obronie pedofili i Jana Widackiego w obronie ubeckich emerytur. Historia niech pozostanie dla historyków a demokraci niech pozostaną partią cywilizacyjnego rozwoju. Partią broniącą swobód obywatelskich. Piszę tak, bo sam głosował będę na przyszłość a nie na historię.
Krzysztof Czyż
